Wizyta w Narwiańskim Parku Narodowym
Pierwszy z tegorocznych długich weekendów majowych, postanowiłam tym razem spędzić wraz z mężem – „rowerowo” – objeżdżając tereny NPN. Co prawda osobiście byłam już praktycznie dokładnie w tych samych miejscach jesienią zeszłego roku, jednak strasznie mnie ciekawiło jak wyglądają tamte rejony w porze wiosennej.
No i jak zawsze – jak dla mnie było fantastycznie. Mój mąż co prawda miał dosyć, kiedy na odcinku kilometra musiał zsiadać z roweru po kilkanaście razy bo ja….. robiłam zdjęcia 🙂 . Cóż – nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Pogoda dopisała, ptaków i innych stworzeń (tych ujadających i ganiających za naszymi rowerami też) było pod dostatkiem, jedyne czego brakowało , to większej ilości wody na rozlewiskach. Niestety susza spowodowała, że bagna wyglądają prawie jak pustynia, choć magii ciągle nie można im odmówić. Fantastycznie i baśniowo snujące się mgły o świcie i bogate w przeróżne ptasie odgłosy trzcinowiska, to jest to po co odwiedzam takie regiony, naprawdę warto. Aż chce się o poranku zanucić – „ jak dobrze wstać, skoro świt, jutrzenki blask duszkiem pić, obiecał mi poranek szczęście dziś i szczęście dziś, musi przyjść” i przychodzi ZAWSZE 🙂